niedziela, 16 lipca 2017

Czerwona torebka

lipca 16, 2017 49 Komentarzy

Całkiem niedawno dostałam list... 

Tak list, taki prawdziwy, pisany na papierze przez Podopieczną mojej Mamy. A co w nim znalazłam?

Zanim dostałam list do rąk

rozmawiałam z mamą telefonicznie:
- Dostałaś list. Jest tam prośba o wykonanie torebki. - powiedziała.
- Jakiej torebki? Co jest tam napisane? - zapytałam zaskoczona.
- No, taka czerwona, wygląda jak koperta. - odpowiedziała.
- No dobra, pomyślę...

Włóczka: Vlna hep Camilla i Alize Cotton Gold Tweed
Szydełko: Knit Pro rozm. 3.00
Schemat: http://www.free-crochetpattern.com/2016/08/diy-easy-crochet-envelope-clutch.html
Wymiary: długość 24 cm, wysokość 18 cm, długość paska 90 cm.

Nie myślałam długo...

Zaraz narodził się w mojej głowie pomysł. "Już wiem jak ją wykonam! Ale jakiej włóczki by tu użyć? Wiem! W moim ulubionym sklepie jest nowa włóczka, wiem, że dziewczyny dziergały z niej torebki, więc się nadaje! Taka bawełniana z delikatnym połyskiem - będzie idealna!" - pomyślałam podekscytowana.

Wyraźnie widać motyw "klapki", który ewidentnie kojarzy mi się z muszelkami, które możemy znaleźć nad Bałtykiem.

Kolejny telefon do Mamy... 

- Halo?
- No hej, zrobię tą torebkę. Mam już pomysł, ale muszę mieć trochę więcej danych. Jaka duża ma być? Jak długi pasek? Jaki kolor? - pytałam coraz szybciej.
- Czekaj, czekaj, już pytam.
"Królewno, ho no tu i to szybko. Iwonka ma kilka pytań do Ciebie." - słyszę w tle.
- Torebka ma być czerwona. - usłyszałam.
"Chcesz mieć czerwoną torebkę?! Przecież nie będzie Ci do niczego pasować!" - krzyczy Mama Królewny. "Dobra, dobra, będzie czerwona i już" - odpowiada Mama. 
Ja tam Królewnę rozumiem doskonale! Sama miałam dość długi okres w życiu, w którym czerwony był moim ulubionym kolorem. Pasował mi dosłownie do wszystkiego :)
- Iwonko, jesteś tam?
- No jestem i czekam...
- Torebka ma mieć około 20 cm długości i 15 cm wysokości. A jeżeli chodzi o pasek, to żeby był długi na około 90 cm i czy może być regulowany?
- Regulowany?! Nie mam takiej klamry w domu, więc się nie uda! - odpowiedziałam odmownie.
- No dobrze, to niech będzie bez regulacji...

Pasek, dzięki oczkom może być odpinany...

Zamówiłam włóczkę,

a kiedy przyszła, zaczęłam pracę... I jak to u mnie bywa początkowy pomysł umarł zanim zaczęłam go realizować. Torebka powstała z kwadratu, który później złożyłam w kształt koperty. I olśnienie! Oczywiście, że pasek może być regulowany! 

... i regulowany :D

Czerwona torebka,

żeby nie była nuda, dostała ode mnie białą falbankę, a pasek obrobiłam dookoła tą samą włóczką. Dzięki temu dostała takiego "dziewczęcego" uroku.

Mam nadzieję, że się spodoba :) Ja na nowo polubiłam czerwony kolor ;)

Kiedy dostałam list

w swoje ręce pomyślałam sobie, że spełniłam kolejne marzenie :) 

Taki oto list dostałam :)

Jeżeli i Wam spodobała się ta czerwona torebka, 

to zajrzyjcie także do wpisów Etui na lupęOtulacz na butelkę i Ubranko na butelkę

niedziela, 9 lipca 2017

Poncho

lipca 09, 2017 63 Komentarzy
To był jesienny, albo zimowy wieczór... Pory roku dokładnie nie pamiętam, ale wiem, że było wtedy zimno i ciemno. Mama razem ze swoją znajomą siedziały w salonie przy zapalonej lampce, piły kawę, rozmawiały... W rękach miały po dwa patyki, od których ciągnęły się miłe w dotyku, puchate nitki biegnące aż do włochatej i mięciutkiej kulki.
- Co robicie?
- Dziergamy.
- A co?
Odpowiedź którą dostałam wprawiła mnie w osłupienie i niedowierzanie...

niedziela, 2 lipca 2017

Zwykła recenzja niezwykłej włóczki Liloppi LUNA

lipca 02, 2017 36 Komentarzy
Pewnego dnia, dostałam maila z propozycją współpracy od Pani Karoliny - właścicielki internetowego sklepu z włóczkami Liloppi. Miałam możliwość wyboru dowolnej włóczki z oferty sklepu, w zamian za jej recenzję. Dlaczego wybrałam akurat LUNĘ? Wybór był ogromny i trudny, ale po obejrzeniu oferty, wiedziałam, że ma to być włóczka oryginalna i wyjątkowa. Kiedy pojawiają mi się w głowie takie dylematy, to mam wrażenie, że z jednej strony ucha mówi mi diabełek, z drugiej zaś aniołek. W tym wypadku było inaczej...

"Baa baa white sheep, have you any wool?
Yes sir, yes sir, three bags full.
One for the master, one for the dame,
one for the little boy, who lives down the lake..."

Biała Owca: 

"Cieszę się, że swoją wełną mogę podzielić się z innymi. Mi niedługo znowu urośnie piękna sierść, którą znów będę mogła się z Wami podzielić. Tyle ile mam kuzynek, tyle jest różnych rodzajów wełny, ale każda z nich ma podobne zalety. Przede wszystkim jest to włókno naturalne jak naturalne są jogurty na wsi. Zapewnia komfort termiczny, nawet, kiedy jest mokra - latem chłodzi, zimą grzeje, czyli dogodzi każdemu. Nie gniecie się - tak jak sprężyna, po zmięciu wraca do poprzedniego kształtu. Dobrze odprowadza wilgoć jak rynna podczas silnej ulewy. Posiada właściwości antybakteryjne - jak miód prosto z pasieki. Nie absorbuje zapachów - w przeciwieństwie do gąbki, która pochłania ogromne ilości wody. Nie pali się podobnie jak praca w rękach moich dzieci, kiedy proszę je o posprzątanie swoich zabawek. W kilku słowach - jest warta swojej ceny, jest cennym włóknem i bezpośrednio ode mnie - szczęśliwej i dobrze odżywionej owcy. Takie włókna są najlepsze!"


"Baa baa black sheep, have you any wool?
Yes sir, yes sir, three bags full.
One for the master, one for the dame,
one for the little boy, who lives down the lake..."


Czarna Owca: 

"O nie, znowu on - strzygacz... Zabierze moje futro, będę marzła i po co? Ludzie i tak nie lubią wełny bo gryzie jak sumienie, kiedy to podczas diety rzucamy się na czekoladę. Za cenę jednego motka wełny, można kupić kilka motków włóczek innego rodzaju. Nie jest tak wytrzymała, jak lina od bungee. Trzeba ją prać w sposób delikatny, najlepiej ręcznie - jak koronkowe czy jedwabne wyroby. Zwykle schnie trochę dłużej, powiedzmy, że tyle, co wysuszenie dwóch prań. Na dodatek, najlepiej suszyć ją rozłożoną na płasko. Jest dobrą pożywką dla moli - bardzo ją lubią, tak jak dzieci lizaki. A najważniejsze - może powodować silne reakcje alergiczne, jak pyłki na wiosnę. Po co? Ja się pytam. Nie ma sensu mnie strzyc, ja nie zmarznę zimą, latem się nie przegrzeję i nie mam ochoty dzielić się moją sierścią z innymi, ot co!"

Po przeanalizowaniu tych dwóch głosów zdecydowałam się jednak na wełnę. Rzeczy, o których szeptała mi czarna owca, w ogóle mnie nie przerażają. Lubię wyzwania! Lubię też ciepełko (kto nie lubi?), a w moim wydzierganym poncho będę chodziła całą jesień :) Wybór mój padł na 


Liloppi LUNA Parkowy Staw

Ten kolor przypomina mi zarówno o lesie, jak i morzu - które uwielbiam. Jednakże w ofercie sklepu znaleźć można mnóstwo kolorowych moteczków:



To zaledwie kilka przykładów, także warto obejrzeć całą gamę kolorystyczną tej włóczki.

Etykieta

Skład:

100% wełna. Tutaj pragnę dodać kilka słów na temat barwienia: wszystkie dopuszczone barwniki posiadają standardy wymagane w UE. Po konsultacji z Anią z Wyszydelkowana jestem pewna, że wszelkie szkodliwe substancje (zawarte w barwnikach) zostają usunięte po około 6-ciu praniach. Jeżeli chodzi o naturalność - każda obróbka ma jakiś wpływ na jakość runa, natomiast wpływa ona nieznacznie, zatem można śmiało stwierdzić, że włóczka zachowuje swoje właściwości w dość dużym stopni po obróbce. Jeżeli jednak chcemy mieć włókno jak najbardziej naturalne, to nie pozostaje nam nic innego, jak farbowanie metodami naturalnymi - za które ja, na chwilę obecną się nie biorę :D

Gramatura:

W 100g włóczki znajdziemy około 550 m włóczki - każdy motek ma inną wagę, mój miał 277 g, co odpowiada około 1500 m włóczki.

Zalecany rozmiar drutów/szydełka:

Druty: 1,5 - 3,5 mm, szydełko 3 mm - ja pracowałam szydełkiem 3,5 mm i bardzo dobrze mi się pracowało.

Kolor i waga motka:

Włóczka w kolorze 106 o masie motka 277 g.

Wyprodukowano w:

EU Latvia (Łotwa)

Jak dbać?

Prasować można w temperaturze max 110 stopni, zalecane pranie w temperaturze 30 stopni, jeżeli chodzi o pranie chemiczne, to włóczki nie wolno wybielać, natomiast zalecane jest czyszczenie w chloroetylenie lub benzynie.

Moja opinia

Kiedy motek zawitał u progu mojego domu, z niecierpliwością i drżącymi, z emocji, rękami, otworzyłam paczkę. Moim oczom ukazał się pokaźnych rozmiarów motek - byłam mile zaskoczona jego rozmiarem wizualnym. 

Po dotknięciu miałam wrażenie, że włóczka bardzo "gryzie", jednak podczas dziergania moje dłonie się do niej przyzwyczaiły. Zarówno podczas przymiarek, jak i na spacer poncho ubrałam na bluzkę i w ogóle nie odczuwałam, że mam na sobie wełnę mimo, że bluzka miała odkryte plecy. Jednak zdaję sobie sprawę, że wśród nas są osoby, które tego rodzaju włóczkę wyczują nawet przez najgrubszy sweter. Jednak osobiście mile się zaskoczyłam faktem, że moje pierwsze wrażenie okazało się błędne ;) 

Następnie sprawdziłam, wytrzymałość włóczki. Jest mocna, ale przy silniejszym pociągnięciu możemy ją rozerwać swoimi dłońmi. Zaczęłam pracę. Włóczkę rozwija się niezwykle łatwo, mimo, że nie była zwinięta w motek. Może tylko 4 razy podczas całej pracy zdarzyły mi się drobne zapętlenia, które bez problemu udało mi się rozwiązać tylko i wyłącznie przez przekładanie nitki. Jednak następnym razem poprosiłabym o zwinięcie włóczki. Dlaczego? Bo moja praca odbywała się jedynie w domu, nie zabierałam jej ze sobą do auta czy pociągu, ze względu na obawę przed poplątaniem - w takich przypadkach zdecydowanie bardziej sprawdzają się gotowe motki. Chciałam uzyskać lekki, ażurowy wzór, więc zaczęłam od szydełka w rozmiarze 4.00 i tu dziergało mi się dość trudno, więc pomysł szybko porzuciłam, na rzecz szydełka 3.50 (większe niż zalecane przez producenta) i wybór był idealny. Szydełkowało się super. Sploty wyszły takie, jak w mojej wyobraźni. 

Nadszedł jednak moment na podjęcie męskiej decyzji o spruciu dużej części pracy, Podczas którego zdarzyło się kilka supełków, ale generalnie robótkę prułam z łatwością. Włóczka nie przerwała się w żadnym miejscu tego zabiegu. 

Kiedyś przyszła do mnie koleżanka, której pokazałam moją zaczętą robótkę. Usłyszałam pytanie: Skąd producent wiedział, że będziesz robić poncho? Pytanie dotyczyło układu kolorów, który sprawił, że miałam wrażenie, jakby ten motek był farbowany specjalnie na moje potrzeby. Kolorki przechodzą płynnie jeden w drugi i układają się w cudowne pasy - tu spotkało mnie miłe zaskoczenie, bo początkowo myślałam, że włóczka (mimo opisu) ma zdecydowanie częstsze zmiany barw. 

Jeżeli chodzi o pranie, to nieumyślnie wrzuciłam kawałek włóczki do prania ustawionego na 60 stopni i obroty prawie 800. Włóczka się skurczyła i sfilcowała, ale tu mój błąd, a nie wina włóczki. Osobiście moje poncho będę prała w pralce na programie do delikatnych tkanin i na najniższych obrotach - gdyż to właśnie one mają największy wpływ na jakość włóczki, a nie chciałabym jej zniszczyć, tym bardziej, że poncho ma mi służyć kilka lat ;) 

To moja druga "wielkogabarytowa" praca i zarazem rzecz do ubrania. Takich wyrobów nie blokuję. Moczę je natomiast w wodzie, nadaję im pożądany kształt i układam na ręczniku do całkowitego wyschnięcia. Liloppi LUNA posiada swój charakterystyczny i delikatny zapach, który nie zmienił swojego nasilenia podczas namaczania. Rzadko zdarza mi się coś wyprasować, ale gdybym faktycznie musiała wyprasować swoje poncho, to zrobiłabym to zgodnie z zaleceniami producenta, dodatkowo prasując przez bawełnianą ściereczkę. 

Dzisiaj miałam okazję przejść się w moim nowym odzieniu na spacer nad morzem. Na zewnątrz było ciepło, około 21 stopni, ale mi było akurat, nie rozgrzało mnie za bardzo, także sprawdziłam na własnej skórze właściwości termiczne.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z wyboru włóczki i efektów mojej pracy. W końcu udało mi się zrealizować (jedno z wielu) moich szydełkowych marzeń :) I pomimo kilku wad wynikających z rodzaju włókna (mi osobiście one nie przeszkadzają, natomiast wiem, że wełna jest dość specyficznym materiałem i nie każdemu pasuje) mogę śmiało powiedzieć, że JESTEM NA TAK!

Co można z niej wykonać?

Na pewno wszelkiego rodzaju bluzki, sweterki, chusty, szale. Fajnym pomysłem byłaby także narzutka na spódnicę, a nawet skarpetki na zimowe wieczory :) 


To tylko zapowiedź tego, o czym będziecie mogli przeczytać już za tydzień :)

Jak szaleć, to szaleć - jak to mówią :) A Was zapraszam do zapoznania się z ofertą sklepu Liloppi - być może i Wy znajdziecie tu Wasze, nieodkryte dotychczas "włóczkowe perełki" ;) Dajcie znać w komentarzach, czy któraś włóczka szczególnie Was urzekła?

Zapraszam także do poczytania innych wpisów na temat bardzo podobnych, ale też zupełnie innych włóczek: Bajeczna MerinoLang Jawoll Magic oraz Bianca Lanalux



niedziela, 25 czerwca 2017

Prezenty na koniec roku szkolnego

czerwca 25, 2017 59 Komentarzy
"Wakacje, znowu są wakacje.
Na pewno mam rację, wakacje znowu są."
(Kabaret OT.TO "Wakacje")

Wakacje

Tak długo wyczekiwany przez uczniów czas odpoczynku... 

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego wakacje wypadają akurat latem i  od czego są zależne? Otóż sam termin wakacji oraz ich długość uzależniona jest od świąt religijnych oraz rytmu pracy rolników. Czas wolny od szkoły przypadał na okres, kiedy na roli było najwięcej pracy i każdy członek rodziny, nawet dziecko, był potrzebny do prac polowych. 

Pamiętam swój czas wolny od szkoły. Może nie wyjeżdżałyśmy na wycieczki zagraniczne, ale przez wiele lat podróżowałyśmy w góry i nad jezioro na różnego rodzaju kolonie czy obozy. Zawsze wyjeżdżałyśmy do Dziadków lub z Dziadkami, a ostatni tydzień wakacji był zarezerwowany na wyjazd z Mamą na wieś. Pewnie Mama nie chciała, żebyśmy były w domu - sama nie miała tyle wolnego i nie mogła się nami dostatecznie zająć. Mieszkałyśmy jeszcze z drugim Dziadkiem, ale wiadomo, rozpieszczał nas, więc w zasadzie same biegałyśmy po dworze od rana do nocy ;) Czy to były lepsze czasy? Nie wiem, na pewno były inne i wspominam je cudownie. W tym roku po raz pierwszy zaczynam wakacje z innej perspektywy...

Wakacje od strony rodzica

Nasze wakacje nie są jeszcze prawdziwymi wakacjami, ale bardzo ważnymi dla nas - nie zapomnę ich do końca życia. Mój Przedszkolak kończy swój pierwszy, przedszkolny rok, a my szykujemy się na ogromne, życiowe zmiany. Można powiedzieć, że niedługo zaczniemy nowe i (mam nadzieję) lepsze życie. Stąd nasza decyzja, o wakacyjnej przedszkolnej przerwie - czy słuszna? Sama nie wiem, ale w zasadzie nie mamy innego wyjścia... 

Wraz z wakacjami nadszedł czas odpoczynku nie tylko od przedszkola, ale także od zajęć piłkarskich, na które mój Maluch uwielbia chodzić. Dla mnie to czas pożegnań... Dlatego postanowiłam przygotować niewielkie upominki dla wszystkich osób, które w dość istotny sposób przyczyniły się do postępów mojego Bąbla, jakie poczynił w minionym roku szkolnym...

Prezenty

Włóczka: Alize Bella
Szydełko: Clover Soft Touch rozm. 2.00
Wzór na motylki: Crochet butterflies step easy
Wzór na domek: "Przyjemność szydełkowania" Karola Luther-Hoffmann

Włóczka: Alize Bella
Szydełko: Clover Soft Touch rozm. 2.00
Wzór na piłkę: ZABBEZ Ranunculus Ronan

Dla Pani Dyrektor naszego przedszkola, które nazywa się "Calineczka", przygotowałam breloczek domek (o wysokości 8 cm i średnicy 5 cm). Nie dość, że malutki domek pasuje do nazwy przedszkola, to jeszcze symbolizuje cały budynek (zarówno na zewnątrz jak i w środku), jakim musi się zająć


Domek małej Calineczki.

Dla Pań Przedszkolanek przygotowałam breloczki motylki (o szerokości 8 cm i wysokości 5 cm), bo mój Maluch chodzi do grupy "Motylków". Już nawet zadecydował, który breloczek trafi do której Cioci (czy jak Wasze dzieci chodzą/chodziły do przedszkola, to też panie nazywają/nazywały ciociami?)

Tak się prezentują kolorowe motylki.

Dla Trenerów, którzy od około półtora roku zaszczepiają w moim Synku miłość do sportu, przygotowałam breloki piłki (o średnicy 3,5 cm). Akurat na takich zajęciach się poznaliśmy i tak naprawdę nie wiem, czym niektórzy z nich zajmują się poza trenowaniem maluchów, więc uznałam, że taka pamiątka będzie najlepsza. 

A tutaj same piłki dla Miłośników piłki nożnej.

Dlaczego breloczki? 

Myślę, że są to jedne z najbardziej praktycznych prezentów. Są niewielkie i można je doczepić w zasadzie do wszystkiego ;) Mam nadzieję, że te drobne, ale płynące prosto z malutkiego serduszka, upominki się wszystkim spodobają... Jeszcze tydzień i my zaczniemy swoje, niezapomniane, pełne ekscytacji, ale także obaw i strachu, wakacje. Mam jednak nadzieję, że wszystko się uda i od września zaczniemy kolejny etap w naszym wspólnym życiu :) 

Tak zapakowane upominki w tym tygodniu trafią w ręce osób, które chciałabym wyróżnić i którym chcemy podziękować za wszystko, co dla nas zrobili...

Udanych wakacji, niezapomnianych wyjazdów i wspaniałych wspomnień Wam życzę!


Jakie inne prezenty można wręczyć, nie tylko na koniec roku? 


Proponuję kwiaty: Orchideę albo Gerberę. Można także stworzyć cudną ozdobę do domu Świecznik serwetka.

niedziela, 18 czerwca 2017

Bajeczna Merino

czerwca 18, 2017 26 Komentarzy

Opowiem Wam dzisiaj o pewnej włóczce, która zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia. Kiedy już do mnie dotarła, mój zachwyt nią wzrósł jeszcze bardziej...

Bajeczna Merino - fakty:

1) jest to włóczka w 100% z wełny merynosa;
2) włókno nie jest skręcone, nawinięta w 3 nitki;
3) długość jednego motka to około 750 m, co (wg producenta) wystarcza na wydzierganie jednej chusty;
4) waga jednego motka, to około 160 g;
5) zalecany rozmiar szydełka/drutów to od 3 mm;
6) zalecane pranie w 30 stopniach;
7) cena: 82 złote w sklepie internetowym Kamart (dane na dzień 18.06.2017)

Moja opinia

Kiedy zobaczyłam kolory tej włóczki, od razu wiedziałam, że jest to moje "must have". Ci, którzy zdążyli już troszkę mnie poznać, wiedzą, że najbardziej cenię sobie włóczki naturalne i zwykle takich szukam. Nagle moim oczom ukazała się Bajeczna Merino! Niewinny uśmieszek do nie Męża i mój urodzinowy prezent (to nic, że o 2 miesiące za wcześnie) wylądował w zamówieniu. Kiedy przesyłka dotarła, doznałam zawodu... Taki mały motek ma mi wystarczyć na chustę? Naprawdę tu jest prawie kilometr włóczki? Niemożliwe! Sama musiałam się o tym przekonać... Dokończyłam zaczęte projekty i zabrałam się do dziergania chusty Virus... 

Mój kolor to Bajeczna Merino MELODY. Inne kolory znajdziecie w sklepie internetowym Kamart.
Słyszałam, że pracę można rozpocząć zarówno od zewnątrz, jak i od środka. Ja, ze względu na układ kolorów wybrałam metodę od środka... Faktycznie się udało! Włóczka nie była w żaden sposób poplątana, rozwijała się idealnie, a mały rozmiar motka sprawił, że mogłam zabrać moją robótkę wszędzie :) Jedynie na samym końcu pracy pojawił się drobny problem z rozwijaniem pozostałego już wówczas brzegu. Motek wywinęłam na drugą stronę, nitka wychodziła wówczas od zewnątrz i problem się rozwiązał :) 

Szal dziergałam szydełkiem w rozmiarze 4.00. Chciałam, aby sam wzór był nieco bardziej luźniejszy. Nie miałam najmniejszych problemów z pracą takim rozmiarem szydełka. Owszem, zdarzyło się, że nitka mi się rozwarstwiła, ale w moim przypadku taka sytuacja miała miejsce zaledwie kilka razy, także dla mnie nie było to uciążliwe. 

Włóczka jest bajeczna, jeżeli chodzi o kolorystykę motka. Zaczynałam od białego, kiedy już zaczynał mnie ten kolor i wzór, delikatnie mówiąc, nudzić, to nagle jedna z trzech nitek zmieniła kolor na różowy. Później były dwie różowe i jedna biała, następnie trzy różowe. Ta sama zasada pojawiła się podczas przejścia z różowego na niebieski. Sama zmiana koloru jest widoczna przez to, że cała długość nitki nie jest barwiona, natomiast kolory są wiązane supełkiem - w całej robótce nie są one jednak widoczne (sama nie potrafię ich teraz znaleźć na mojej chuście). 

Po zakończeniu pracy okazało się, że ten mały motek faktycznie wystarczył na moją wymarzoną chustę. Nadszedł czas blokowania... Tutaj zamoczyłam całą pracę w wodzie, położyłam na ręczniku na stole balkonowym (ciepłe powietrze i słoneczny dzień sprawiły, że szybko wyschła) i ponaciągałam. To wystarczyło, aby uzyskać zamierzony efekt. Tu muszę wspomnieć o małym minusiku, który być może wynika z właściwości samej wełny merino - po namoczeniu chusta niezbyt ładnie pachniała, ale jak wyschła, zapach zniknął. Także moim zdaniem jest to raczej naturalny proces niż wada produktu.

Przejdźmy do ceny... Szczerze mówiąc to dla mnie była bardzo wysoka, ale cenię sobie dobre jakościowo produkty, do których wełna merynosów należy. Dlaczego?

Zalety i ciekawostki o wełnie z merynosów:

1) Nie gryzie - jej włókno jest dużo cieńsze od tradycyjnej wełny (porównywalne niekiedy z pajęczą siecią), a przy zetknięciu ze skórą włókna włóczki nie wbijają się w nią drażniąco, tylko się zaginają, dzięki czemu sprawia wrażenie miękkiej i gładkiej;
2) Posiada właściwości termoaktywne - latem chłodzi, zimą grzeje, dlatego wyroby z tego rodzaju włóczki mogą być całoroczne, dodatkową zaletą jest to, że grzeje nawet, kiedy jest mokra;
3) Jest antybakteryjna - dzięki zawartości keratyny, której bakterie po prostu nie lubią, a tym samym nie zbiera nieprzyjemnych zapachów;
4) Nie elektryzuje się i nie gniecie - co dla mnie jest idealną cechą, bo bardzo rzadko używam żelazka;
5) Pochłania wilgoć - mimo, że ubranie może być mokre, to mamy uczucie suchości, ponieważ woda na powierzchni tego typu włókien odparowuje, a nie zbiera się;
6) Ma właściwości samoczyszczące - w kontakcie z tlenem sama się regeneruje, także można prać ją zdecydowanie rzadziej niż pozostałe ubrania - tutaj dodam, że przy większych zabrudzeniach jednak trzeba ją przeprać (chociaż pielęgnacja nie jest łatwa i osobiście zalecałabym jednak pranie ręczne, bo zarówno sama temperatura prania, jak i wirowanie potrafią zniszczyć naszą pracę) natomiast na pewno trudniej się brudzi, bo włókna zawierają dużą ilość naturalnych tłuszczów;
7) Jest elastyczna;
8) Jest produktem trudnopalnym - podczas biesiady przy ognisku nie musimy się obawiać zniszczenia ubrania;
9) Jest produktem naturalnym, a co za tym idzie biodegradowalnym.

Jak to jest z tego typu włóczką u Was? Mieliście okazję z nią pracować? Lubicie? Polecacie? A może dopiero się o niej dowiedzieliście i macie na nią ochotę? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach :) 

Zapraszam również do poczytania podobnych artykułów: o włóczce wełnianej Bianca Lanalux, bawełnianej DMC Natura oraz o mojej nieustającej faworytce: Alize Bella.

niedziela, 11 czerwca 2017

Szydełkowa chusta Virus

czerwca 11, 2017 47 Komentarzy

W końcu się udało!!!

Jest mój i tylko mój, od początku do końca taki, jaki pragnęłam. Zarówno wzór, jak i kolory, wszystko takie moje! Zaraziłam się Virusem, ale nie przeraża mnie to. Fakt, że robiłam go specjalnie dla siebie wynagradza wszelkie trudy, godziny, dni, jakie nad nim spędziłam :)

Włóczka: Bajeczna 100% Merino 
Szydełko: Clover Amour rozm 4.0
Wzór: Virus szal
Przy moim wzroście 165 cm chusta wygląda na całkiem sporą :)

Chusta Virus...

Myślałam, że jej nazwa wzięła się od tego, że jak zaczniemy ją dziergać, to ciężko przestać, a kiedy skończymy, mamy ochotę zaraz zacząć kolejną. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna... Pierwsze wzmianki na temat nazewnictwa możemy znaleźć w 2013 roku, kiedy została nazwana Dreieckstuch co z niemieckiego oznacza chusta trójkątna. Dopiero w 2015 moja teoria okazała się prawdziwa. Ktoś stwierdził, że szal powstaje na tyle szybko, jak rozprzestrzenia się wirus, inni twierdzą, że sam wzór rozprzestrzenia się w sieci bardzo szybko (jak zaraza) stąd nazwa, którą znamy dzisiaj. Na pewno prościej jest powiedzieć wirus, niż dreieckstuch (próbowałam i uwierzcie mi, że miałam problem z napisaniem, nie wspomnę już o wymówieniu, mimo, że kiedyś uczyłam się języka niemieckiego). Bardzo dużo osób nazywa siebie autorami schematu tej chusty, dlatego bardzo trudno jest znaleźć właściwą osobę. Pierwszą wzmiankę wraz z schematami znalazłam na pewnym rumuńskim forum, gdzie na samym dole użytkownik KMN wrzucił kilka wzorów chusty. Jeżeli znacie wcześniejsze zapiski na ten temat, koniecznie dajcie mi znać w komentarzach :)

Sama chusta jest na tyle lekka, że uniesie ją wiatr...
...dlatego przy silniejszych podmuchach trzeba uważać, żeby jej nie stracić ;)

Mój szal

dziergałam ponad miesiąc... Rzadko zdarza się, że mam zaczętych kilka projektów, ale akurat w tym czasie tak się złożyło. Ponieważ chusta jest dość spora, ma 130 cm w najszerszym miejscu i 75 cm wysokości, więc mimo, że sam wzór jest bardzo prosty, intuicyjny i szybko go zapamiętałam, to jednak wykonanie wymagało sporo czasu. Wiem, że są osoby, które potrafią bardzo szybko stworzyć takiego Virusa, ale niestety ja do nich nie należę ;) Jedno jest pewne - mam ochotę na więcej! Chciałabym jeszcze większy szal... Także naprawdę uzależnia i można nieźle się nim zarazić, także tu mój apel do wszystkich dziergających: kto już raz złapał bakcyla, będzie miał niezły problem żeby przestać! Myślę, że osoby, które raz spróbowały mogą to potwierdzić, prawda? Możecie się zastanawiać, dlaczego akurat taki wzór wybrałam? Nie dlatego, że ostatnimi czasy jest to schemat dość popularny, ale dlatego, że bardzo mi się spodobał, taki ażurowy, ale nie do końca, pięknie układa się w trójkątna chustę, a ponieważ zamierzam nosić go w jesienne wieczory, więc wygląda już bardziej ciepło, ale to jeszcze nie jest bardzo ścisły, typowo zimowy wzór. Stąd też kolory, jakie dobrałam, a w zasadzie jedną włóczkę w takich kolorach... Idealnie pasuje mi do jesiennej kurtki jaką posiadam i jeansów - styl sportowy, któremu chusta doda trochę kobiecości... Zaczęłam od koloru białego, bo stwierdziłam, że nie będzie się tak brudzić, kiedy będzie bliżej szyi, ale po czasie doszłam do wniosku, że chyba nie ma to większego znaczenia - biały to biały ;) Kiedy jednak po ostatnim wykonanym rzędzie zostało mi jeszcze trochę włóczki, to postanowiłam cały szal dodatkowo obrobić, tak zdecydowanie bardziej mi się podoba :) Poza tym lubię ostre barwy tego typu, dobrze się z nich czuję, więc jak zobaczyłam tę włóczkę, to od razu wiedziałam, do czego mi posłuży - zażyczyłam sobie wcześniejszy urodzinowy prezent i zaczęłam pracę, której efekty końcowe możecie obejrzeć :)
Wiązana na szyi też wygląda bardzo efektownie.

Takie zestawienie skusiło mnie do wyboru kolorów, które bardzo lubię :)


Ciekawa jestem Waszych doświadczeń

związanych z dzierganiem tego typu szali. Zamierzacie spróbować, a może już macie taką pracę na swoim koncie? Chętnie obejrzę Wasze prace, także pochwalcie się linkami do swoich prac :) 

Być może zainteresują Was również inne moje wpisy na przykład: 

Pierwszej szydełkowej wygranej, gdzie wydziergałam pierwszą moją chustkę na szyję, 
Liebster Award 2017, gdzie możecie mnie jeszcze bardziej poznać, jest to najbardziej aktualizowany post na blogu 
oraz Passiflora Paz, gdzie opłacił się mój udział w majowym wyzwaniu :)

niedziela, 4 czerwca 2017

Łapacz snów - legendy, symbole i dlaczego mój jest właśnie taki

czerwca 04, 2017 73 Komentarzy
"Śpij i zamknij oczy śnij - śnij..."
(SUMPTUASTIC "Kołysanka")


Jakiś czas temu wykonałam pewną rzecz... 
Coś na kształt indiańskiego amuletu, o którym pierwsze wzmianki pojawiły się około roku 1975. Sam talizman wywodzi się od plemion Indian z Ameryki Północnej. Składa się z kolistej ramy, w której przeplecione są różnego rodzaju sieci. Obowiązkowo przyozdobiony jest różnego rodzaju tasiemkami, piórami i paciorkami. Aby spełniał swe zadanie wieszany był bezpośrednio nad łóżkiem śpiącego, albo nad wejściem do domostwa, w taki sposób, aby pierwsze, poranne promienie słoneczne miały do niego swobodny dostęp, aby zabrać z niego całe zło...
Włóczka: Anilux Virginia (obręcz) i Kordonek DMC (serweta)
Szydełko: Knit Pro 3.00 (obręcz) i Clover Soft Touch 1.5 (serweta)
Wzór: Robótki ręczne nr 7-8 2016

Follow Us @szydelkowecudasie_iwonitki

@szydelkowecudasie_iwonitki

Kursor stworzono na profilki.pl